Nic złego nie
zrobiłem
Zawsze Ci
wierny byłem
Z nikim nie
rozmawiałem
Dobrze się
prowadzałem
Pisze tylko z
kolegami
Nie szlajam
się nocami
Pieniądze do
domu przynoszę
Więc o
wyrozumiałość proszę
Kłamał jej
prosto w oczy
Myśląc, że ją
zauroczy
Ona prawdę
znała
Lecz długo
się nie przyznała
Nie ma nic
gorszego
Od oszustw
najbliższego
Historii pięknie
szytej
Obłudy gdzieś
nabytej.
Doszedł do
takiej wprawy
Że nawet błahe
sprawy
Milczał lub
zapominał
Albo mocno
przeginał.
Fakty mu się
myliły
Lecz wyrzuty
nie gnębiły
Z uśmiechem
na twarzy
Swoje słowa
ważył.
W histerię
rzadko wpadał
Pytany zawsze
odpowiadał
Opanowanym głosem
Kpiąc pod
nosem
Podejrzliwą wariatką
ją nazywał
Tym samym
grzechy swoje zmazywał
Obwiniał o
brak zaufania
Że robi z
niego takiego drania.
Nie wiedział,
że ją też to już męczyło
Myślał, że
wiecznie trwać będą, ale się skończyło
Nie tłumaczyła
mu z jakiego powodu
Dosyć miała
słuchania kolejnego wywodu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz